poniedziałek, 18 grudnia 2017

Co u mnie?

Słucham Violettki Villas i piszę, bo w końcu muszę. Muszę poukładać wszystko co się działo i dzieje nadal.
1. Depresja nie zniknęła mimo wszelkich prób. Tak jak pisałam- wyleczenie jej całkowicie jest niemożliwe. Ale...im więcej pracy wkładam w swój rozwój osobisty, im więcej się uczę panować nad swoimi uczuciami i pojebaną psychiką, tym depresja pojawia się rzadziej i trwa krócej. Głównie pomogło mi nie wczuwanie się w emocje innych ludzi i zwyczajne odpuszczanie wielu spraw (szczególnie z przeszłości), o których myślałam za dużo, no i...ciągłe myślenie, że ten dzień może być tym ostatnim.
2. Opuściłam moją kochaną Polskę na zawsze najprawdopodobniej. W Polsce nie miałabym perspektyw, a choćby na lepsze zarobki czy godną emeryturę. Teraz w Czechach jest na odwrót, mam niezłą pracę i nie muszę się martwić w jakimkolwiek sensie o kasę.
3. Nie muszę też martwić się o miłość. Wiem, że jest osoba, która mnie kocha naprawdę. Przez to, że oboje byliśmy toksyczni było wiele nieprzyjemności. Jednak przeżyliśmy to i oboje, po 4 latach dorośliśmy do bycia razem. I w całym moim życiu nie chciałabym innego mężczyzny. Nie ciągnie mnie w żadnym wypadku do innych facetów, nawet w sensie lekkiego flirtu. Nawet gdyby stało się tak, że mój luby z jakiegokolwiek powodu mnie opuścił to inni faceci byliby w porównaniu z nim niczym i z nikim bym już nie chciała być w taki sposób jak z nim.
4. Moja najbliższa rodzina jest jaka jest. Kocham ją, opuściłam ją i jej nie zmienię na lepsze. Jedynie mogę pomóc jeszcze mojemu bratu, bo jest młodziutki  i ciągle staram się go pocieszać oraz mu pomagać.
5. Staram się być po prostu szczęśliwa, nieważne co się dzieje i jak obecnie wygląda moje życie. Mimo, że szukam sensów i teorii życia, choćby mówiąc o tym na YT czy ogólnie, to i tak wiadomo, że niczego tak naprawdę się nie dowiemy. Nie ma co brać do siebie czegokolwiek, bo i tak zostawiamy to wszystko na Ziemi.
6. Mój stosunek do ludzi jest już dość uregulowany. I jest bardzo ciekawy. Ogółem jestem dla ludzi dobra, zbyt naiwna i chcę ich wspomagać, ale w głębi duszy- ich nienawidzę i gdybym mogła to w ogóle bym nie chciała mieć z nimi jakichkolwiek kontaktów. Dużo by pisać, a już mi się nie chce bo późno. Generalnie czuję niechęć do gatunku ludzkiego, do siebie także. Chodzi o to jak zbudowane są ludzkie mózgi, że rządzi nimi ego i ciężko by było inaczej. To chyba jedyna rzecz, która mnie tak naprawdę boli. Bo wszystko bierze się od psychiki...Jednocześnie tak pragnę szczerych rozmów z ludźmi, rozumienia się, bycia czysto dobrym dla siebie wzajemnie, a jednocześnie wiem, że ludzie wciąż i wciąż w wielu kwestiach się okłamują, są egoistyczni i każdy ma swój własny ogląd tej rzeczywistości, że nie zrozumie innych do końca albo wcale.
Lepiej mi gdy o tym wszystkim napisałam. Muszę żyć dalej i znajdywać sensy...
Edit. 7. Wróciłam do jedzenia mięsa. Nie czuję się z tym ani źle ani dobrze. Właściwie wydaje mi się to naturalne teraz. Ludzie na skalę światową zabijają masy zwierząt by jeść, bo ludzi jest cała masa, zaś inne zwierzęta zabijają inne zwierzęta tyle ile muszą, tyle ile potrzebuje ich organizm, tak samo jak ludzie. Wszystko jest energią...z nas też ciągle jedzą zewsząd, ale coś cenniejszego niż samo ciało... WSZELKĄ, naszą energię.

wtorek, 8 sierpnia 2017

CZECHY

Och...mam ochotę się cała wylać, mam tyle dziwnych rzeczy do opowiedzenia, a kurwa...
Nowy rozdział pisany przez Czechy.
Znów życie mnie zaskakuje, a depresja nie ma szansy istnieć, bo ciągle coś! Nie mam zbytnio czasu by siedzieć w domu i się dobijać.
Heh na depresję najlepszy jest natłok obowiązków, zdarzeń i uczuć. No i trochę skurwysyńskiego samozaparcia.

Czechy są cudowne. Legalne picie piwa na ulicy, legalne jaranie trawy, zajebisty język, chipsy o naturalnym składzie, piękna naturaaaa...itd. Do zobaczenia po więcej na YT. Będzie mniej i bardziej pojebanie ;)

środa, 7 czerwca 2017

All by myself

Siedzę i myślę
lub nie
i tak mija dzień.
Czasem filmik zapuszczę
co śmiesznym miał być
aż i nie chce się nic.
I nadal bez życia
żyję...
Tak się bawię
Nie piję
Trochę palę
I tyle.
Spoglądam na galaktyki
mej głowy wymysły
niech zostaną one.
W FORMIE NIENARUSZONEJ.

7 czerwiec 2017= PUNKT KULMINACYJNY DEPRESJI (MELANCHOLII)

Jak to jest, że będąc w głębokiej depresji już od wielu, wielu lat, jestem szczęśliwa?
Szczęście polega na tym, że nic nie potrzebuję.
Właściwie nigdy niczego nie potrzebowałam poza spacerem po najbliższym lesie, czy parku, leżeniem w cieniu na trawie, przeciągłą w uszach muzyką i SZCZERĄ rozmową, której w tych, czy jakichkolwiek czasach tak mało.
A niekiedy wystarczyłoby mi wpatrywanie się w ścianę...
NAPRAWDĘ. Byłabym wtedy najszczęśliwszą osobą na świecie.

Sukcesy tego świata nie są dla mnie. Żyłam tu już sporo razy w różnych ciałach i wiem, że kasa, poważanie u innych, posiadanie rodziny, uciechy cielesne nie dają spełnienia. Chcę ekstazy duchowej...Nie rozumiem po co ten cały teatrzyk. Ano tak. Dla rozwoju. Ale na chuj, jak i tak potem nic nie pamiętam?


Czym jest depresja?
Kaskadą negatywnych myśli, w tym samobójczych, które napadają nagle, co więcej zwykle bez większego powodu i trwają od kilku minut do długich tygodni, nieważne w jakiej sytuacji i przestaje się być sobą. Nie da się oderwać od tych myśli. Całkowicie spada energia do jakiegokolwiek ruszenia się. Zero sensu istnienia. Nic nie cieszy, choć mogłoby. Podobnież ma to podłoże w nieprawidłowej strukturze mózgu, genach, przeżytych traumach lub jakichś chorobach.
Kiedyś nie byłam jej świadoma. I to było piękne. Żyłam nieświadomie, borykając się tak cudnie ze smutkami. Pisząc wiersze, słuchając black metalu i spacerując godzinami. Nawet Jim Carrey czy Justyna Kowalczyk to mają. I trwa to do końca życia, mimo rozpoczęcia leczenia. Śmieszne to. Ale powiem jedno. Nie jest mi z tym źle tak na serio. Ja po prostu chyba lubię się dobijać czasem. Dzięki temu jestem sobą. A wiecie?
Odkryłam coś niesamowitego o czym kiedyś opowiem więcej.
By być szczęśliwym wystarczy być zgodnym z samym sobą. Po prostu. Nie trzeba bogactwa, sławy, życia jak społeczeństwo nakazało. Wystarczy być zgodnym ze sobą, tak jak samemu czuje się w głębinach "duszy".
Nie zawsze się da, ale można próbować by choć trochę się do tego przybliżyć.
Jakiekolwiek złe rzeczy by się nas nie łapały, to kiedy jesteśmy w środku i na zewnątrz jak najbardziej sobą, jest idealnie. Boicie się, że zostaniecie wyśmiani, stłamszeni, samotni...a zwyczajnie boicie się spróbować na pełnej kurwie być sobą, bo jesteście zastraszani przez swój nieco ograniczony, zwierzęcy mózg. Ten świat i wszystko co w nim robicie nie ma przecież większego znaczenia. Kwanty poruszają się przypadkowo, ci "wyżej" ukrywają przed nami wciąż prawdę, nauki, religie kłamią, żyjemy w sztucznych, mniej lub bardziej niewolniczych systemach...poza tym śmierć, ciągłe umieranie, wszystkiego wokoło, każdy nasz dzień to coraz krótsze życie, każdy mikrob w mikrosekundzie umiera, komórki się kruszą zastępując nieskończenie nowymi, każdy robal i każde zwierzę co jakiś czas umiera. Gdyby ten świat (fizyczny) miał większy sens ludzie nie umieraliby. Tu po prostu trzeba być szczęśliwym. Czasem przeszkadza depresja, ale co tam...ważne by czuć siebie całym sercem.

Pozdrawiam do kiedyś. Może uda mi się w lipcu nagrać COŚ.

sobota, 8 kwietnia 2017

Czego chcę od siebie i od życia

Jak już powiedziałam lepiej nie oczekiwać...bo możemy się zawieść, bo nikt nie lubi spełniać czyichś oczekiwań.

nieważne, mam mętlik w głowie, sama nie wiem czego chce i czego szukam, poza tym mrocznym światem, naturą i odrobiną miłości bez oczekiwań, a cała reszta? nie mam pojęcia czy chce całej reszty

Całej reszty nie czuje swoim sercem. Chcę chwil...trochę dźwięków gitary przy ognisku, szybkiego schlania się winem, słuchania godzinami muzyki nawet, a szczególnie tej depresyjnej, godzin rozmów o wszystkim i niczym. Chcę czuć naturę w każdej komórce mego ciała, kiedy podróżuję. Chcę pisać tak gównianie jak do tej pory. ALE, ale nie chcę żyć! O.o



"Forget the past
I live our days
I sow the hope
escape the real
the oversight
the languid life
is a really torture
in all my life"

wtorek, 21 marca 2017

Miłość cz.3

Poranków z Tobą mi brakuje
a najbardziej wieczorów
kiedy wtuleni zapominaliśmy o matrixie
kiedy tak żywo rozmawialiśmy
i niczego się nie wstydziliśmy
kompletnie.
Ale czy brakuje mi Ciebie?

Czasem trafia się na jedną osobę, z którą możesz wszystko od najbardziej dziwnych do najbardziej obrzydliwych rzeczy, kiedy możesz powiedzieć jej dosłownie wszystko, być całkiem nagim sobą ze wszelkimi najgorszymi wadami, a ta osoba i tak chce z Tobą być. Najlepiej jest kiedy jeszcze ta osoba Cię szanuje i nie sieje toksyny mimo tego piękna bycia ze sobą. Co jeśli niestety nie szanuje, a zamiast tego sieje toksynę pomimo uczucia, ogromnego uczucia?
Miłość powinna być spójna. Jeśli nie jest, wtedy może to być przyjaźń. Oczywiście jeżeli wcześniej nie było wspólnego mieszkania, poważnego planowania i seksu.
Czasem mam wrażenie, że nie trafię już na taką osobę, że taka, dokładnie taka jak napisałam wyżej zdarza się tylko raz. A może to tylko wrażenie?
Nigdy nie umiałam postępować z ludźmi, byłam zbyt szczera i wrażliwa czego ludzie nie rozumieją a wykorzystują czasem nawet nieświadomie, a znaczna większość jest dla mnie po prostu płytka.
Czasem samotność wyzwala i tak musi być i w tym przypadku. Samotna, choć w tłumie, samotna choć wokół pełno chętnych facetów. Bez poczucia dotyku, ciepła i po prostu najzwyklejszej miłości da się żyć. Jest to życie spokojniejsze, choć bardziej wyizolowane od uczuć. Wszystko ma swoje wady i zalety. A jak się nie da mieć tej prawdziwej miłości to po co oszukiwać się czymś innym?

poniedziałek, 20 marca 2017

"Nowe życie"

Nie ma nowego życia. Nigdy nie było. Nowe życie to moje iluzje, moje egotyczne z dupy pragnienia. Na nowe życie byłam zbyt wrażliwa, zbyt dużo miłości chciałam dawać, a nie umiałam umieć otrzymywać. Jest tylko to stare, to dobre życie. Gdzie snułam wiersze wzięte jak z tanich harlequinów, wizje i marzenia, gdzie biegałam samotna i nieświadoma po Górach Świętokrzyskich, kładąc się na mokrej trawie w sadzie u dziadków i kochając to niemiłosiernie. Muszę tam zresztą wrócić choć jeszcze raz w życiu. Każdy listek ocierający się o moją skórę i śnieg kiedy leżałam godzinami na zaspie patrząc w niebo. Gdzie tańczyłam po swojemu do naprawdę starych piosenek, tych z lat 60-80' albo wysłuchiwałam je godzinami na słuchawkach, gapiąc się w gwiazdy na blokowym obdartym balkonie. Stare stacje kolejowe, ale teraz z lepszym makijażem i spódnicą w zapasie. Więcej spokoju, więcej książek, które nie skończą się na pierwszym rozdziale. Jak Ania, bez Gilberta, ale Ania. Prawdziwa Ania :)

Zadecydowałam definitywnie, że nie chcę się już pokazywać wizualnie na YouTubie, to był okres kiedy miałam zupełnie inne życie, kiedy oczekiwałam tego nowego życia, ale sama kiedyś przecie pisałam, że nie można niczego, od nikogo nigdy oczekiwać i się zapomniałam...Przepraszam wszystkich, którzy lubili te moje filmy i taką ich formę. Jeśli przypadkiem odejdziecie, to jestem pewna, że znajdziecie coś lepszego, co jeszcze bardziej Was rozwinie i życzę Wam tego z całego kruchego, a jednak kochającego serca. Kiedy byłam młodsza obiecałam sobie, że nie chcę być sławna w jakimkolwiek sensie jako ja, wolę, żeby to moje słowa były na pierwszym planie. Bo one zostaną tak do końca i są mną w najczystszej postaci. I pamiętajcie, że jedyną stałą we Wszechświecie jest zmiana.

Czemu zawsze w takich momentach trafiam na odpowiednie do sytuacji piosenki??

"Jest mi ciężko
Nie zdajesz sobie sprawy jak mi ciężko
Tobie wszystko przychodzi łatwo
Nie zdajesz sobie sprawy jak ci dobrze
Jest coraz trudniej
Po prostu się utrzymać
Mam dosyć walki
Chociaż wiem, że powinienem
Zimno mnie przenika
Dociera do każdego nerwu i mięśnia
Mój duch jest zmarznięty na kość
Nie chcę tu być nigdy więcej

Czyż nie byłoby dobrze Być na twoim miejscu
Choćby tylko i na jeden dzień
Czyż nie byłoby dobrze, gdybyśmy mogli sobie odpuścić siebie nawzajem
Czyż nie byłoby dobrze
Być po twojej stronie
Tam jest zawsze lepiej
Czyż nie byłoby dobrze, gdybyśmy mogli żyć bez trosk

Chyba żartujesz
Nic o tym nie wiesz
Nie masz problemów
Zostałbym tu na twoim miejscu
Mi jest trudniej
Nie wyobrażasz sobie jak trudno
Trzymaj się z daleka od "moich butów"
Jeśli wiesz co dla Ciebie dobre
Ten żar jest duszący
Wypala mnie od środka
Pot przechodzi
Przez wszystkie pory
Już nie chcę tu być
Już nie chcę tu być

Czyż nie byłoby dobrze Być na twoim miejscu
Choćby tylko i na jeden dzień
Czyż nie byłoby dobrze, gdybyśmy mogli sobie odpuścić siebie nawzajem
Czyż nie byłoby dobrze
Być po twojej stronie
Tam jest zawsze lepiej
Czyż nie byłoby dobrze, gdybyśmy mogli żyć bez trosk

Jest mi ciężko
Nie zdajesz sobie sprawy jak mi ciężko
Tobie wszystko przychodzi łatwo
Nie zdajesz sobie sprawy jak ci dobrze
Jest coraz trudniej
Po prostu się utrzymać
Mam dosyć walki
Chociaż wiem, że powinienem
Zimno mnie przenika"

sobota, 4 marca 2017

Miłość cz.2, może ostatnia

Niezrozumienie się może dawać dużo niezrozumienia się. Może nie jestem przystosowana do tej Planety, a może po prostu jestem największą debilką jaka może być, bo lubię prawdę. Jestem w stanie się poświęcać dla wielkiej miłości i cierpieć. Może nawet kocham cierpienie, co jest częścią miłości.
MIŁOŚĆ partnerska na tej Planecie nie jest jednak dla mnie, bo nigdy nie jest tak, żebym...właśnie nie wiem. Wydaje mi się, że jestem cudowną dziewczyną, że naprawdę KOCHAM, wyrywam swoje serce i wszelkie emocje, resztki sił zabranych przez demony, a i tak na końcu okazuje się, że ta miłość nie była dla mnie. Każdy ma wady, a związek polega na tym by kochać wzajemnie swoje wady i nie czepiać się o nie krzykiem, cholerycznym krzykiem, nieopanowaniem, brakiem szacunku. Nic Ci kochany nie zrobiłam i nawet przez myśl najmniejszą mi nie przeszło, żeby zrobić Ci jakąś krzywdę. Przez to że jestem inna, że czasem jestem zwykłym człowiekiem, a nie zaprogramowanym robotem???
Jak to jest?
Kiedy staram się z całego serca by było jak najlepiej, ale i tak ciągle są wyrzuty o głupstwa, o których za kilka minut się zapomina, bo nie były ważne.
Różnica charakterów, wychowania, może subtelnej energii, którą na tym etapie rozwoju duchowego nie potrafię świadomie kierować- tyle w temacie.
Kiedyś pisałam o samotności, że rozwija. I to prawda. Czasami dobrze na kilka miesięcy zaszyć się bez miłości, przyjaźni i innych, by chwilę odpocząć i nauczyć się siebie na nowo.
Siebie. Kulawego umysłowo i duchowo, ale SIEBIE.
Miło, miło ta świadomość. Kocham ją. Boli niezmiernie i jest oczyszczająca.

środa, 1 lutego 2017

Wiersz napisany około rok temu?

To nie matrix
Czuję całą sobą
Nie słuchajcie ich
Oni kłamią
Bo roboty czuć nie chcą
Tego bólu i potu
Liści usłych
I lawin deszczu na twarzy.
Pokochałam je
Wszystkimi 6ścioma zmysłami
Są bardziej rzeczywiste
niż ich spiskowe teorie
i lęki o to że są za mało oświeceni
Ja to pierdolę po całości
Mam i siódmy i ósmy zmysł
Nic się nie liczy
Bo chwila to tylko chwilą krzyczy
i kolejny wicher
i zapach wiosny...
                    zaraz.

wtorek, 24 stycznia 2017

Walka o energię

Dzisiaj, och już dziś
mam was najgłębiej w
duszy.
Dlatego chcę wam powiedzieć
że nie mam już sił walczyć o energię
której tak wszyscy pragną. (Nigdy nie chciałam tego samego co inni)
Czy to w pożywieniu, czy w pieniądzach czy w kwantach i emocjach.
Chcę być miłością.
A Wy dobieracie się do mnie jak rolnik na dofinansowanie.
Chcę tylko kochać naturę i jej szczątki w tym i innych światach.
I nie robić krzywdy. Choć każdy chce jej dla mnie, podświadomie
zabierając mi ENERGIĘ.
Kocham ją i jej nienawidzę.
Pytam, czemu ona istnieje?
Ale na to już nawet największy kosmita nie zna odpowiedzi.
Można czuć poprzez to ogromną samotność, a jednocześnie brak strachu przed czymkolwiek. I już zrozumiem tych NIEzaimplantowanych ludzi, których jest tak mało. Chcę żyć jak oni.

Pozdrawiam,
K.

czwartek, 5 stycznia 2017

Nie rozumiem i nie zrozumiem nigdy.

Być może jestem największą idiotką jaka tylko może być, daję się szargać opinii publicznej, czego nigdy nie chciałam (może tylko anonimowo). Być może za dużo zastanawiam się nad tym światem i nie mam gdzie wylać z siebie...NIEŚWIADOMOŚCI. Być może to wszystko jest nieważne.
Nieważne.
Ostatnio osiągnęłam stan PRAWIE idealny. Przepraszam, że krzyczę. Stałam się oazą spokoju. Mniej rzeczy mnie irytuje, więcej rozumiem ludzi i ich zachowań. Rozumiem dlaczego oni mnie nie rozumieją. Są NIEŚWIADOMI. I im więcej staję się zrelaksowana życiem, tym bardziej oddalam się od siebie.
Robię głupie rzeczy, bo nie wiem jak żyć. Jak ma wyglądać życie. Nigdy nie wiedziałam.
Ludzie i ja są uwiezieni we własnych myślach, przekonaniach, schematach. Dlatego też chcę tego.
Chcę czuć to co oni i być taka. By wyrzygać to wszystko i na nowo zjeść. Karmić się duszami. By dowiedzieć się, że nasze ciała znaczą więcej niż kiedykolwiek uważałam. A są one przecież tylko pyłkiem Wszechświata.

Znów piszę mało zrozumiale. Ale to post o niezrozumieniu.
Nieporozumieniem jest to, że jestem na tej planecie. Bo tu nie pasuję. Raz chcę żyć tak jak ludzie i system nakazuje, a nawet muszę, a innym razem jestem roztrzepaną, chaotyczną istotą, piszącą wiersze i mającą w dupie poklask.

Cóż nie mam nic do stracenia.

Do następnego, przeżyję :)
 
Każdemu się kurwa wydaje, że ma już ułożone życie, bo coś tam. Gówno prawda. Nigdy nie będziemy mieli ułożonego życia. Nasze myśli ciągle ewoluują, zmieniają się na potęgę. Po prostu z tym płyńmy i za nic, NIC się nie obwiniajmy. Już nigdy. Nie zasługujemy na to. 
Nie mówię, że mam borderline. Może tak być. Może tak nie być.