Niezrozumienie się może dawać dużo niezrozumienia się. Może nie jestem przystosowana do tej Planety, a może po prostu jestem największą debilką jaka może być, bo lubię prawdę. Jestem w stanie się poświęcać dla wielkiej miłości i cierpieć. Może nawet kocham cierpienie, co jest częścią miłości.
MIŁOŚĆ partnerska na tej Planecie nie jest jednak dla mnie, bo nigdy nie jest tak, żebym...właśnie nie wiem. Wydaje mi się, że jestem cudowną dziewczyną, że naprawdę KOCHAM, wyrywam swoje serce i wszelkie emocje, resztki sił zabranych przez demony, a i tak na końcu okazuje się, że ta miłość nie była dla mnie. Każdy ma wady, a związek polega na tym by kochać wzajemnie swoje wady i nie czepiać się o nie krzykiem, cholerycznym krzykiem, nieopanowaniem, brakiem szacunku. Nic Ci kochany nie zrobiłam i nawet przez myśl najmniejszą mi nie przeszło, żeby zrobić Ci jakąś krzywdę. Przez to że jestem inna, że czasem jestem zwykłym człowiekiem, a nie zaprogramowanym robotem???
Jak to jest?
Kiedy staram się z całego serca by było jak najlepiej, ale i tak ciągle są wyrzuty o głupstwa, o których za kilka minut się zapomina, bo nie były ważne.
Różnica charakterów, wychowania, może subtelnej energii, którą na tym etapie rozwoju duchowego nie potrafię świadomie kierować- tyle w temacie.
Kiedyś pisałam o samotności, że rozwija. I to prawda. Czasami dobrze na kilka miesięcy zaszyć się bez miłości, przyjaźni i innych, by chwilę odpocząć i nauczyć się siebie na nowo.
Siebie. Kulawego umysłowo i duchowo, ale SIEBIE.
Miło, miło ta świadomość. Kocham ją. Boli niezmiernie i jest oczyszczająca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz