wtorek, 15 października 2019

Znów w Polszy :)

Tak to czasem, a u mnie często bywa, że zmieniamy otoczenie i zmieniamy ludzi wokół. Decyzja o wyjeździe była spontaniczna, tak jak większość moich decyzji. Ostatnie tygodnie w Czechach przeżyłam (już nie pracując) na zielonej fazie pomykając wśród wiosek, lasów i góreczek. Trochę za nimi tęsknię, tęsknię za pewnymi wydarzeniami będąc tu w Polsce, ale nic straconego, bo mieszkam bardzo blisko, jeszcze bardziej majestatycznych, a co najważniejsze moich ojczystych gór. To chyba było moje marzenie? :) A ludzie? Wszędzie są podobni, z każdym idzie załapać jakiś fajny kontakt. A przecież wiadomo, że ludzie to tylko ludzie, że nie ma co do nich się nadto przywiązywać. Praca i pieniądze? Mam wystarczająco. To rzecz nabyta. Miłość? Jak najbardziej, w jednej z czystszych postaci jakie przeżyłam w swoim życiu. Ciągle się rozwijam, każdego dnia mój duch czerpie masę doświadczeń i uczuć. Mam nawet nieco więcej weny ostatnio. Cieszę się, że jestem w swojej Ojczyźnie, czuję się tu bardziej swojsko, są oczywiście wady, ale gdzie ich nie ma? A tu wbrew pozorom nie ma tak źle. Popatrzcie sobie na życie ludzie w Korei Północnej czy Afryce. Jest chujowo, ale stabilnie, a dusza śpiewa i cieszy się polską, złotą jesienią <3

piątek, 19 lipca 2019

Cu że?

Drogi pamiętniczku,
właściwie nie wiem od czego zacząć, bo tak dawno nie aktualizowałam swojego życia u Ciebie. Może zacznę od stanu aktualnego, który zresztą wypływa z ostatnich lat. Niezmierny bezsens życia, bezsens bardzo przemyślany, wręcz mistyczny. Nawet teraz zmusiłam się do napisania choć tych kilku słów. Bezsens wynika z bawienia się ze swoją psychiką, z praktykowania tak modnej w dzisiejszych czasach duchowości. Po prostu na przestrzeni wielu przeróżnych wydarzeń, doświadczeń z ludźmi głownie, zdałam sobie sprawę, że nie ważne co w życiu robimy, kim jesteśmy czy zwierzętami czy boskimi istotami, jak się czujemy, ile posiadamy, co umiemy, czym się zajmujemy, jak postrzegają nas inni, czy jesteśmy biedni czy bogaci- wszyscy skończymy wąchając kwiatki od spodu. Ludzie mogą walczyć, zabijać się o racje, idee, o prawa, o samych siebie, o swój własny byt i postrzeganie swojego życia czy ciała, o pierdolniki we własnych mózgach, mogą tańczyć w teatrach iluzji, odgrywać wszelakie role, mogą zmieniać świat, tworzyć, ale to i tak pójdzie na tym świecie w zapomnienie za sto, tysiąc, milion lat. A co jeszcze ważniejsze najwynioślejsze umysły nigdy nie dowiedziały się po co tu jesteśmy i skąd się wzięliśmy i raczej obecnie też się nie zanosi, że poznamy te podstawowe prawdy. Dlatego odkryłam coś bardzo prostego, trywialnego, najłatwiej rzecz ujmując nic specjalnego. Tym czymś jest jedynie nasza ludzka nadzieja na to, że nasza dusza nie zginie. Dlatego nie ważne jak to zrobimy, wystarczy po prostu być szczęśliwym, jednocześnie starając się szanować innych i nie czynić im zanadto krzywd. Można być każdym, robić wszystko. Na dobrą sprawę mi przyjemność sprawia zwyczajne proste życia. Praca, dom, podróże. Tak w skrócie. Nie muszę być kimś, czasami potworzę coś by wylać z siebie myśli. Nie muszę być kimś więcej niż człowiekiem, po prostu człowiekiem bez żadnych innych metek.
W sumie moje jakiekolwiek pisanie i aktywność internetowa zmniejszyła się już ponad 5 lat temu, kiedy to wzięłam się za dorosłe życie, wplątałam w przydługawy, toksyczny związek i wyjechałam do pracy za granicą, gdzie siedzę do dzisiaj, na szczęście już od roku bez toksycznej relacji. Długo by pisać, nauczyło mnie to dużo, byłam bardzo słabą istotką, dziś jestem silną kobietą i co ważne świadomą wielu, wielu społecznych i życiowych konwenansów. Mało rzeczy mnie rusza, umiem sobie radzić sama z problemami, wpadam na dobre rozwiązania, przepracowałam toksyczne dzieciństwo bardzo dokładnie i to co siedziało mi w głowie. Intuicja z roku na rok działa coraz lepiej. Kosztowało mnie to ostre depresje, kochane depresje. Dziś, kiedy mam już ułożone życie i praktycznie nic do stracenia, czuję pustkę. Kiedy żyję sobie prosto, zwyczajnie brakuje mi motywacji do czegoś większego- ale to przecież logiczne, sama sobie wytłumaczyłam, że nic w tym życiu nie jest ważne poza dążeniem do szczęścia. Oczywiście jestem, jestem bardzo szczęśliwa wewnętrznie i staram się nie robić ludziom cierpień, ale zwyczajnie dziwi mnie niezmiernie fakt, że w tym całym barłogu radości czuję pustkę. A może tak zgoła jest z ludźmi jako gatunkiem? Nieważne co by robił, jak bardzo posiadałby pokłady szczęścia w sobie, to będzie czuł jakiś drażniący nieco brak? Może tak jest...istotnie to co czuje nie jest ważne w ogóle. Po prostu sobie piszę, może potem nawet to opublikuje, bo dlaczego by nie? Czy ktoś ma podobnie? Może to zbyt szczere, ale uwielbiam szczerość. Do następnego Pamiętniczku.

niedziela, 17 marca 2019

Mój pierwszy tomik wierszy ;))

Właśnie wydałam swój pierwszy tomik wierszy :) Zapraszam tu: https://ridero.eu/pl/books/rozpoetyzowanie_snu/

I bardzo się cieszę. To było moje marzenie od lat dziecięcych. Nie jest to wszystko zbyt profesjonalne, zbyt dobre, ale jest to wyprucie mojej całej inwencji twórczej, czegoś czego pragnęłam bardzo mocno. Nie potrzeba mi wielkiego rozgłosu czy zarobków. Starczy mi po prostu to, że to w końcu wydałam. A symboliczna kwota mojego zarobku być musi, ponieważ nauczyłam się w tym życiu, że za pracę i poświęcone lata należy się jakaś zapłata człowiekowi.

Co tak poza tym?

Ostatnimi czasy byłam po prostu na takim haju szczęścia, a jednocześnie tak zawalona zwyczajnie zwykłym, codziennym życiem, że nie miałam zbytnio chęci na wchodzenie w jakąkolwiek, większą aktywność internetową. Czekałam też, aż uda mi się doprowadzić do końca sprawę wydania tomiku. Teraz myślę, że już pomału zacznę dodawać jakieś podcasty czy filmy- poświęcę swoją leniwą, szczęśliwą duszę. Dziwne, ale stany depresyjne zdarzają się tak rzadko, są silne, ale bardzo, bardzo szybko potrafię sobie z nim radzić, tak że nie zostawiają ani śladu. Uczę się żyć, naprawdę dobrze mi to wychodzi. Nigdy też nie sądziłam, że zwykłe kontakty z ludzmi będą mi sprawiać tak wielką przyjemność. Nauczyłam się z nimi rozmawiać i koegzystować na całkiem niezłym poziomie. Już również moje "miej wyjebane, a będzie Ci dane" osiągnęło swoje apogeum i nic więcej nie potrzebuje poza sztuką, naturą i prozaicznym, mało wykwintnym acz z leksza uduchowionym życiem.
Życzę Wam wszystkiego co najpiękniejsze i rozwoju na własnej drodze, by ten rozwój był długi i ciężki, tak aby nauczył Was ogromnej radości mimo przeciwności. :*