piątek, 19 listopada 2021

Jesień. 19.11.2021

 Kolejna wspaniała jesień w Polsce. Szara, mroczna i zimna obecnie, choć wcześniej ciepła i słoneczna. Obydwie wersje kocham. Żyję, choć czasem jeszcze ponure myśli zapętlają się w mej głowie. Ale...to chyba normalne- jestem tylko człowiekiem, skórą, kośćmi i neuronami. Skończyłam 6 listopada 27 lat i jakoś nie umiem w to uwierzyć. Czuję się w środku znacznie młodziej i tak młoda chce pozostać. Trochę jak dziecko. Bycie trochę jak dziecko pozwala mi tu trwać, cieszyć się małymi rzeczami, czuć beztroskę i naiwną otwartość itd. 

Zaszło nieco zmian w moim życiu. A więc: tak jak mówiłam, że nie wezmę nigdy ślubu (a miałam go w lipcu), tak mówiłam, że nigdy nie pójdę pracować do korporacji, ale takiej przez duże K, korporacji z prawdziwego zdarzenia. Zawsze korporacje kojarzyły mi się z fałszem, wyzyskiem, toksycznymi ludźmi, presją na wyniki w tabelkach, biegnącym do przodu wyścigiem szczurów i nadmiernym rozwojem i tak już zepsutej cywilizacji. A jeśli ktoś zna mnie choć trochę to wie, że jestem w chuj wrażliwa, uduchowiona, kocham prawdę i dobro. Właściwie przy tej pracy trzyma mnie głównie jedno: moje ciało odpoczywa, siedzę tam przy biurku na dupie. Poprzednie moje prace były stritce fizyczną robotą, noszeniem ciężarów itp. Plecy mi nie służyły, ale może po prostu za mało o nie dbałam po pracy. 

Mimo jednak, że siedzę na biurku przy dupie nie jest to chyba dla mnie. Czasem marzę by wrócić do mniej zobowiązującej psychicznie pracy i nawet żeby mnie ręce, plecy bolały- bo nie chcę z nikim rywalizować, biec ze szczurami, ani nic z tych dziwnych korporacyjnych rzeczy, które "pod koniec dnia" nie mają żadnego znaczenia. Przewija się masa (często niemiłych-choć to czasem za małe słowo na nich) klientów, z którymi jest mus na podpisywanie jak najdroższych umów, dosprzedawanie im kolejnych i kolejnych rzeczy. Ciśnienie szefa jest niesamowite- niezły z niego psychopata (można to odebrać jako komplement).  Moja intuicja czuje, że on chce manipulować każdym, a że jest przystojny i pracuje tam większość kobiet, to mam wrażenie, że on silnie sugestywnie na nas działa, co już odkryłam i się nie daję, ale niektóre z kobiet dają się nabierać i myślą, że do nich zarywa czy coś takiego. 

Tak się codziennie zastanawiam czy być w tej pracy czy rzucić ją w pierony? Są też zalety: rozwój zawodowy, nieprzemęczanie ciała przerzucaniem ciężarów i ogólnie poznawanie siebie i życia od tej bardziej mrocznej strony czyli no ROZWÓJ, uczenie się nowych rzeczy, sytuacji, nabywanie siły...no właśnie! Myślałam, że jestem silna, ale to jeszcze nie było to, teraz uczę się prawdziwej siły, bo opracowuje plan jak tam być, trwać w tej korporacji. Głównie uczę się by całkowicie wyłączać Ego na czas pracy i być dla wszystkich napotkanych ludzi NEUTRALNĄ, bez uczuć, z kulturą i ogładą. I może będzie ok. A jeśli mnie wyrzucą bo będę miała za małe wyniki? To dobrze, w sumie pójdą mi na rękę. Przystanek korporacja w moim życiu to po prostu kolejna lekcja, którą dobrowolnie moja dusza wybrała by poznawać, doświadczać, uczyć się. A co będzie później? Och marzę, marzę o górach, polach, zielonych lasach, własnym gospodarstwie, tworzeniu sztuki, hipnoz, otwarciu się całkowitym na poezję i muzykę i jeśli pożyję ileś lat to wszystko to porobię ;) ;*

wtorek, 27 lipca 2021

Nie załączaj tego jeśli jesteś matrixowym robotem i jeśli masz zdrową psychikę (NIE, nie masz).

Uwaga: jeśli ten post w miarę mi wyjdzie to umieszczę go na YT w formie czytanej. (bo nie umiem raczej ładnie mówić od siebie, tak mi lepiej przekazać myśli, a jak mówię to zapominam o 70% rzeczy)

Mam już prawie 27 lat i mogłabym twierdzić, że wiem na czym ten świat stoi. Mówiąc bardzo generalnie: duchy, po prostu istoty subtelne z tzw. Nieba przybierają formę materii by doświadczać tej formy i w takim stopniu zaawansowania duchowego jakie jest na tzw. Planecie Ziemia. Tzw. Duchy, Dusze mogą też po zakończeniu życia na Ziemi, odradzać się w przeróżnej gęstości ciała, na przeróżnych planetach zupełnie odmiennych od Ziemi w strukturze i czymkolwiek innym. My przyjrzymy się życiu na Ziemi bo teraz obecnie się tu znajdujemy. Jednak dlaczego dusze chcą się rozwijać? Można drążyć i drążyć, ale wszystkie odpowiedzi i tak w końcu zaprowadzą do Źródła. Czyli chuj wie czego (to jest z tych pytań o nieskończoność czy sens życia). Źródło jest czymś w rodzaju Boga, wszechmocnej, wszechwiecznej mocy, która tworzy wszystko, każde istnienie materialne, niematerialne i sama w sobie jest najwyższą formą nieśmiertelnego istnienia. Źródło w samej swojej istocie jest piękne i doskonałe, najidealniejsze dlatego wszelkie istoty stworzone przez Źródło lepiej lub gorzej lub po prostu po swojemu starają się dążyć do Źródła, poznając w sobie samych jego różnorodność, dobro, zło, biedę, bogactwo, przeróżne style życia w różnych ciałach na różnych planetach. Im więcej tego doświadczają tym stają się bliżsi Źródłu. Podobnież gdy już dotrą do Źródła łączą się z nim w wiecznej błogości, który nigdy się nie nudzi i jest po prostu zajedwabiście. Także trafiliśmy akurat tu na Ziemię bo tak wybrała nasza dusza. Chciała doświadczyć życia na Ziemi, życia gdzie nasze ciała i mózgi są bliskie zwierzętom, gdzie panuje niesprawiedliwość, ból, gdzie pojęcie między dobrem a złem jest zatarte, a wszystko jest w odcieniach szarości, a jednocześnie ta dusza może poczuć to wspaniałe materialne ciało, dotykać tak gęstej materii w postaci innych ciał, natury i tworzyć, tworzyć piękne, skomplikowane rzeczy czynem i myślą. 

Jako człowiek, młoda kobieta na tej Planecie jestem średniakiem. Mimo, że mówię o oświeceniu duszy byście ja i Wy mogli przechodzić na bardziej wyklarowane planety w kwestiach etycznych, moralnych, gdzie nie panuje tyle bólu co na Ziemi, to mówiąc o tym pięknym rozwoju duszy sama popełniałam masę błędów. Robię mnóstwo rzeczy, które szkodzą innym, szkodzą środowisku i tej planecie, a moje Ego chce często czuć się bezpiecznie i bardzo ważnie, dlatego czasem zachowuję się jak każdy z nas: kłamię, zazdroszczę, przechodzę na zbytni materializm, chcę czuć się ważna dla innych, przejmuję się egotycznymi sprawami np. czuję się lepsza lub gorsza od innych, myślę negatywnie o sobie i ludziach. Chcę nawet zostać księgową czy kimś w tym rodzaju by przestać przeginać sobie plecy i psychikę w sklepach spożywczych, dyskontach itp. I by zarobić w końcu na wymarzoną małą, własną chatkę. Choć moja dusza głęboko, bardzo głęboko marzy o pomocy ludziom (choć zranili ją na maksa w tym człowieczym życiu). Chyba wielu z Was takich jest, chyba każdy z Was ma coś ze mnie w swoim dążeniu przez to życie. Czy to źle? No chyba właśnie nie. Każdy z nas mimo, że odmienny ma podobne odczucia i po prostu jest duszą, która potrzebuje rozwoju, której los jest powierzony Źródłu i ze Źródła czerpie drogę i inspirację. Duszą która musi doświadczać dobro i zło, która musi mieć pojebane w tej ludzkiej głowie, bo taka właśnie to ludzka głowa jest, że tworzy piękne i ohydne myśli, że pozwala człowiekowi być zarówno okrutnym, jak i dobrym. Dusza musi doświadczać biedy, bogactwa, bycia gwiazdą, kimś ważnym w społeczeństwie i bycia babcią kolzetową, sprzątaczką albo pracownikiem produkcji niszczącym sobie kręgosłup przy ciężkich maszynach. 

Więc proszę Was jeszcze raz i konkretnie. Nie smućcie się, nie zagalopowujcie się w dążeniach, w wyścigach szczurów, stańcie na chwilę i pomyślcie skąd jesteście i kim chcielibyście być. 

Ps. może to co w życiu wybieramy, a co wydaje się nam nie do końca trafione jest naszym przeznaczeniem tak naprawdę? Może ta księgowa to nie przypadek i dzięki temu komuś pomogę? Chciałabym ;) Do następnego wylewu myśli. Papa

czwartek, 4 marca 2021

Oj Michalinko, Michalinko

 Czas już skończyć być zależnym od emocji. Po cóż one? Po cóż te wpisy poprzednie? Są one historią rozwoju, tego jak przeszłość i nieświadomość wpływała na mnie. Ale teraz koniec z tym. Życie to życie, dusza to dusza. Emocje są niepotrzebne i tylko ciążą. Poprzednia praca upewniła mnie w pewnych kwestiach o których pisałam już wcześniej i ostatnio. Pełne wyjebanie. Pozdrawiam. 


środa, 3 marca 2021

Nie wiem jaki dać tytuł.

 Za oknem cudowna wiosna się budzi do życia. A ja wracam, wracam do dawnych stanów, choć wiem, że to głupie i irracjonalne, ale uderzył mnie, uderzył całkowicie ten świat, ten matrix, te absurdy, te ewolucyjne zapędy w ludziach, które nie mają litości ani miłości. Nie chcę by ktokolwiek na mnie patrzył, nie chcę podejmować żadnych interakcji z ludźmi, nie chcę od nich nic. Może jedynie utonąć w muzyce, bo w bagnie życia i patologii utonęłam już dawno. Czasami nagram jakiś podcast, jak będę miała potrzebę się wylać. 

Ach...czemu kiedy pokazuję swoją wrażliwość i bunt przeciwko np. wyzyskowi to ludzie traktują mnie gorzej, chcą niszczyć, pokazują swoją dominację? Bo to pierdolony ewolucyjny dołek. I nie ważne kto to, czy rodzina, czy partnerzy czy znajomi z pracy czy skądkolwiek indziej. Ludzie kiedy wyczują czyjąś wrażliwość gdzieś już nawet wewnętrznie ją unicestwiają. Skoro więc jestem wrażliwą ofiarą, która chce tylko kochać bezgranicznie, otwarcie, szczerze i być dobra dla ludzi, to raczej powinna żyć sama. Zamknąć się gdzieś, żyć sama, bo tu po prostu nie pasuje. Oczywiście trzeba coś robić w życiu, ale jako cichociemna, małomówna, szara i niewidoczna. 

Czasem sobie myślę...przeżyłam już tyle pięknych, ale i bolesnych lecz doświadczających chwil. Po co dalej się uganiać za ego, którego nie chcę, a mieć muszę? Męczy mnie noszenie masek, życie na siłę. I tyle...ale wiosnę, jesień, muzykę i poezję kocham nadal i niezmiennie.