*Siemka, dawno mnie tu nie było. Jakoś nie miałam weny by wstąpić w czeluście mojej płytkiej świadomości. Byłam jeszcze płytsza (bardziej pusta) przez ostatni czas. Zajmowały mnie tylko hedonistyczne wartości. Dzięki temu już całkowicie straciłam wiarę w miłość, dobro i prawdę. Im jestem starsza tym coraz więcej je tracę. Ale co najważniejsze, te wszystkie wartości modyfikuję po swojemu. Czyż to nie sztuka? Jestem wolna. Robię coś z niczego. Z miłości zrobiłam bagno, a z prawdy krowie łajno. Istne arcydzieło. Przecież brzydota to tak oryginalny odcinek piękna. Znajomość z dewiantami robi mi dobrze, lepiej niż gdybym męczyła się z kimś kto ciągle uważa, że jestem dziwna i nie taka jak trzeba. A WŁAŚNIE NIE! Jestem taka jak trzeba, to tak zupełnie. Mój kod genetyczny cieszy się każdym nowym odczutym kwantem. Mój kod genetyczny jest taki jak wasz, sekwencje zbudowane są z takich samych materiałów...a co najważniejsze DNA:
"nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
DNA nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
Po części bowiem tylko poznajemy,
po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe."
Gdy byłam ewolucyjnym zarodkiem ssaka
mówiłam jak on
myślałam jak on
Kiedy zaś stałam się wyuzdaną kobietą
i tak i tak wierzyłam we wszystko co zbudowała ewolucja"Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałam poznana.
Tak więc trwają prawda, dobro, miłość - te trzy:
z nich zaś największa jest kwant"
Do następnego świniaczki!
czwartek, 31 października 2013
piątek, 11 października 2013
Samotność to jedna z najpiękniejszych dróg w jakie może wybrać się człowiek. Jest ona jednak jednocześnie drogą najtrudniejszą, gdyż liczy się z oderwaniem od przyziemnej rzeczywistości. Dla mnie samotność to oderwanie się również, przynajmniej po jak największej części od działań typowo społecznych. Pozwala ona na stanięcie z boku i przyjrzenie się różnym perspektywom bez włączania i modyfikowania swoich głębokich uczuć. To dobre kiedy pragnie się poznać, zrozumieć mechanizmy panujące nad tym światem. Jak już mówiłam samotność jest trudna, człowiek ewolucyjnie był i jest istotą społeczną i stricte nie istnieje, jeśli nie znajduje się w tłumie. Ale samotność też jest ciszą- nie ciągłym wrzaskiem, przekrzykiwaniem się, wyższością- ogromną przenikliwą ciszą, skromną, która pozwala zapomnieć o czymkolwiek chcemy i nie przejmować się. Ale idzie to osiągnąć tylko poprzez dobre jej wykorzystanie. Oderwanie od drugiego człowieka wymaga wielu wyrzeczeń i nie jest łatwo na początku. Wpierw należy usunąć większość tych rzeczy, uczucia i myśli, które tylko wydają się nam potrzebne, a nie są. Może to być choćby myśl o tym mieć piękniejsze ciało, albo o tym by ogólnie coś posiadać, mogą to być myśli samobójcze, mogą to być toksyczni ludzie. Trzeba to wszystko usunąć, a pomaga w tym skupienie się na przeróżnych czynnościach, które nas wciągają, oczywiście, nie może to być wielogodzinne wpatrywanie się w monitor czy w telewizję, ale coś twórczego, coś co odkryje i zajmie naszą duszę i umysł na nowo i będzie oczyszczać dzięki swoim efektom od prostoty i nieświadomości zwykłego ludzkiego życia.
*Dziś dostałam dwa razy opierdol i szczerze nie czuję się z tym jakoś strasznie źle. Bardziej martwi mnie to jak zachowują się ludzie i dlaczego jest w nich tyle nienawiści, tej niszczącej nienawiści. Byłam dziś zerwać umowę o pracę, przy okazji wstąpiłam do mojego byłego bistro coś zjeść- byłam tak cholernie głodna, że miałam ochotę na kilogramy jakiekolwiek żarcia. Oczywiście zapłaciłam za jedzenie. Zaczęłam sobie nabierać i tak stwierdziłam, że mięso, które dostałam mogłabym podnieść by zmieściło się więcej sałatek. Zauważyła to koleżanka z pracy, która zaczęła nagle, jakby w furii wydzierać się na cały sklep na mnie. Zauważyła to złe słowo- ona po prostu stała i obserwowała co i jak nakładam, zamiast wziąć się do roboty. Powiedziała, że podnoszenie mięsa jest niedozwolone, że sałatki muszę wkładać na talerz, na którym leży mięso, że tak nie mogę, żebym przestała kantować i że jak pracownik tego bistro powinnam dawać przykład klientom plus, że jestem bardzo chamska. Po tym zawołała drugą dziewczynę, a ta stwierdziła, że "gdzieś zadzwoni". Szczerze, niby zabawna sytuacja, ale mnie to wytrąciło z równowagi zupełnie. Poza tym zmieszała mnie z błotem. Co najlepsze one nie wiedziały, że zerwałam umowę o pracę, byłam wtedy klientem, a nie pracownikiem i w sumie mogłam ja im namieszać w pracy, gdyż mogłam wezwać kierownika i powiedzieć, że bardzo niemiło owa ekspedientka się do mnie odnosiła. Wtedy nie pomyślałam by tak zrobić, ale myślę, że jeszcze rozwalę jej tę robotę. Nie wiem co do mnie ma ta dziewczyna. Od początku patrzyła się na mnie spode łba, w czasie pracy z nią nie było miło, kłóciła się ze mną o coś czego nie była mi w stanie udowodnić. Zemsta może nie będzie słodka, ale na pewno sprawiedliwa.
Drugi opierdol, ale ten już zasłużony dostałam od kierowcy autobusu. Zaczął mnie kojarzyć, że rzadko kupuję bilety i cóż teraz postaram się tego dopilnować. Może trochę wstyd na cały autobus i jakiś facet starszy chciał mi wcisnąć pieniądze w łapy, ale powiedziałam po prostu, że nie trzeba. Lecz moja buntownicza dusza mówi nadal, że warto robić swoje i myśleć swoje, pieprzyć biurokrację itd. Choć pewnie jak nadal będę tak robić to on coś ze mną zrobi, jakoś mnie ukaże. Lepiej kupować bilety i mieć spokój przynajmniej z kierowcami i kanarami. Ech wszędzie gdzie tylko sie ruszyć są jakieś zasady, a niektórzy ludzie są nimi tak zmanipulowani, że nie umieją bez nich żyć, a jak widzą, że ktoś ich nie przestrzega to są w stanie zabić. Albo po prostu ktoś chcę sie wyżyć emocjonalnie czy nie wiadomo jeszcze JAK.
Po tym wróciłam do domu w dość ciężkim stanie, ta dziewczyna odniosła się do mnie z taką nienawiścią, że czuję jakby mi wyżarła energię, dobrą energię, odzyskam ją dopiero kiedy zrobię jej na złość. Głupia suka.
Robię ludziom to co oni mnie, jeśli są dla mnie przyjaźni, ja odwdzięczam się dwa razy bardziej, podobnie jest z nienawiścią. To dość logiczne i ekonomiczne. Generalnie kocham ludzi i nie traktuję ich poważnie, ale czasem warto kogoś utemperować.
*Dziś dostałam dwa razy opierdol i szczerze nie czuję się z tym jakoś strasznie źle. Bardziej martwi mnie to jak zachowują się ludzie i dlaczego jest w nich tyle nienawiści, tej niszczącej nienawiści. Byłam dziś zerwać umowę o pracę, przy okazji wstąpiłam do mojego byłego bistro coś zjeść- byłam tak cholernie głodna, że miałam ochotę na kilogramy jakiekolwiek żarcia. Oczywiście zapłaciłam za jedzenie. Zaczęłam sobie nabierać i tak stwierdziłam, że mięso, które dostałam mogłabym podnieść by zmieściło się więcej sałatek. Zauważyła to koleżanka z pracy, która zaczęła nagle, jakby w furii wydzierać się na cały sklep na mnie. Zauważyła to złe słowo- ona po prostu stała i obserwowała co i jak nakładam, zamiast wziąć się do roboty. Powiedziała, że podnoszenie mięsa jest niedozwolone, że sałatki muszę wkładać na talerz, na którym leży mięso, że tak nie mogę, żebym przestała kantować i że jak pracownik tego bistro powinnam dawać przykład klientom plus, że jestem bardzo chamska. Po tym zawołała drugą dziewczynę, a ta stwierdziła, że "gdzieś zadzwoni". Szczerze, niby zabawna sytuacja, ale mnie to wytrąciło z równowagi zupełnie. Poza tym zmieszała mnie z błotem. Co najlepsze one nie wiedziały, że zerwałam umowę o pracę, byłam wtedy klientem, a nie pracownikiem i w sumie mogłam ja im namieszać w pracy, gdyż mogłam wezwać kierownika i powiedzieć, że bardzo niemiło owa ekspedientka się do mnie odnosiła. Wtedy nie pomyślałam by tak zrobić, ale myślę, że jeszcze rozwalę jej tę robotę. Nie wiem co do mnie ma ta dziewczyna. Od początku patrzyła się na mnie spode łba, w czasie pracy z nią nie było miło, kłóciła się ze mną o coś czego nie była mi w stanie udowodnić. Zemsta może nie będzie słodka, ale na pewno sprawiedliwa.
Drugi opierdol, ale ten już zasłużony dostałam od kierowcy autobusu. Zaczął mnie kojarzyć, że rzadko kupuję bilety i cóż teraz postaram się tego dopilnować. Może trochę wstyd na cały autobus i jakiś facet starszy chciał mi wcisnąć pieniądze w łapy, ale powiedziałam po prostu, że nie trzeba. Lecz moja buntownicza dusza mówi nadal, że warto robić swoje i myśleć swoje, pieprzyć biurokrację itd. Choć pewnie jak nadal będę tak robić to on coś ze mną zrobi, jakoś mnie ukaże. Lepiej kupować bilety i mieć spokój przynajmniej z kierowcami i kanarami. Ech wszędzie gdzie tylko sie ruszyć są jakieś zasady, a niektórzy ludzie są nimi tak zmanipulowani, że nie umieją bez nich żyć, a jak widzą, że ktoś ich nie przestrzega to są w stanie zabić. Albo po prostu ktoś chcę sie wyżyć emocjonalnie czy nie wiadomo jeszcze JAK.
Po tym wróciłam do domu w dość ciężkim stanie, ta dziewczyna odniosła się do mnie z taką nienawiścią, że czuję jakby mi wyżarła energię, dobrą energię, odzyskam ją dopiero kiedy zrobię jej na złość. Głupia suka.
Robię ludziom to co oni mnie, jeśli są dla mnie przyjaźni, ja odwdzięczam się dwa razy bardziej, podobnie jest z nienawiścią. To dość logiczne i ekonomiczne. Generalnie kocham ludzi i nie traktuję ich poważnie, ale czasem warto kogoś utemperować.
środa, 9 października 2013
Czy teraz o kimś marzę, czy o kimś pamiętam, czy za kimś tęsknię? Nie...
owijam się bawełną snów, szukam nie kogoś a czegoś
ktoś to tylko neuronowy zbitek słów i pragnień
pragnę. słodkich nocy- tych nieprzytomnych
zapomnień tego o XXI wieku, o obojętnych sekundach
upicia się własną nienawiścią, zatkania w sobie dumy
tańca o samotności, cichej publiczności, kilkuosobowego uwielbienia
podróży tam gdzie niesie nos, zapach potu i świateł latarnianych
pościeli w liściach, umierających. zawsze tak samo
powtarzania schematów piękna, niszczenie piękna
bycie pięknem, pozbycie się piękna
wtrącenie się w nicość, bycie kimś,
*Zaczął się piękny dzień, może to nie jest odpowiednie słowo "zaczął"- przecież trwał on już dawno. Wcześniej była mgła, przepiękna, śmiertelna. Nie zmarnuję tego dnia, o nie. Nie tym razem. Choć...czy ja kiedykolwiek zmarnowałam jakiś dzień? Ale, ale musiałabym zająć czymś takim co mi przyniesie "coś" w przyszłości materialnego, może i duchowego też, ale zarówno materialnego- czego nie mogę stwierdzić o pisaniu marnej poezji. Biorę się więc za naukę. Zapewne będzie ciepło więc warto odpocząć na dworze. Jutro kolejne dni bieganiny po Tychach i Katowicach. Pozytywności. !
owijam się bawełną snów, szukam nie kogoś a czegoś
ktoś to tylko neuronowy zbitek słów i pragnień
pragnę. słodkich nocy- tych nieprzytomnych
zapomnień tego o XXI wieku, o obojętnych sekundach
upicia się własną nienawiścią, zatkania w sobie dumy
tańca o samotności, cichej publiczności, kilkuosobowego uwielbienia
podróży tam gdzie niesie nos, zapach potu i świateł latarnianych
pościeli w liściach, umierających. zawsze tak samo
powtarzania schematów piękna, niszczenie piękna
bycie pięknem, pozbycie się piękna
wtrącenie się w nicość, bycie kimś,
*Zaczął się piękny dzień, może to nie jest odpowiednie słowo "zaczął"- przecież trwał on już dawno. Wcześniej była mgła, przepiękna, śmiertelna. Nie zmarnuję tego dnia, o nie. Nie tym razem. Choć...czy ja kiedykolwiek zmarnowałam jakiś dzień? Ale, ale musiałabym zająć czymś takim co mi przyniesie "coś" w przyszłości materialnego, może i duchowego też, ale zarówno materialnego- czego nie mogę stwierdzić o pisaniu marnej poezji. Biorę się więc za naukę. Zapewne będzie ciepło więc warto odpocząć na dworze. Jutro kolejne dni bieganiny po Tychach i Katowicach. Pozytywności. !
wtorek, 8 października 2013
Pewnego dnia w latach 90tych przyszedł na świat nikt. Był to dzień listopada więc bardziej ważniejsze od jego urodzenia były ostatnie, stęchłe liście spadające na brudny asfalt i kolejna impreza w stylu disco polo, na której rozszalałe pary wyginały swoje brzuchy i plecy. nikt dorastała-gdyż była to płeć żeńska- w ohydnym, ciasnym, poniemieckim mieście gdzieś na Górnym Śląsku. Wychowywali ją praktycznie sami dorośli, dlatego też w szkole nigdy nie potrafiła wbić się w rytm egzystencjalnym swoich rówieśników. Śniła tylko i marzyła na uboczu, co w końcu stało się jej nerwicą maniakalną- śnienie. Przeglądała dziesiątki książek i gazetek, wyobrażając sobie, że to ona jest tą piękną bohaterką owej powieści i ma tak wspaniałego chłopaka albo, że posiada zestaw gier z gazetki promocyjnej Auchana. I wszystkie inne rzeczy i sprawy również sobie imaginowała. Było to tak silne, że aż przyjemne, oderwanie. Ludzi zrozumiała dopiero w trakcie szkoły średniej, kiedy to dostała na prezent Internet. Wtedy też spotykała się ze starszymi mężczyznami i zrozumiała, że ludzie są bardzo prości. Każdy człowiek, ma określone cechy i idzie je przyporządkować do danej ramki i co najważniejsze wyczuć. Kiedy zrozumiała, że ludzie są nudni i źli, zaczęła znikać w tym co robiła kiedyś, tak naprawdę w zupełnie niczym. Bo przecież ona sama była nikim. Tym czymś była sztuka...
Subskrybuj:
Posty (Atom)