wtorek, 8 października 2013
Pewnego dnia w latach 90tych przyszedł na świat nikt. Był to dzień listopada więc bardziej ważniejsze od jego urodzenia były ostatnie, stęchłe liście spadające na brudny asfalt i kolejna impreza w stylu disco polo, na której rozszalałe pary wyginały swoje brzuchy i plecy. nikt dorastała-gdyż była to płeć żeńska- w ohydnym, ciasnym, poniemieckim mieście gdzieś na Górnym Śląsku. Wychowywali ją praktycznie sami dorośli, dlatego też w szkole nigdy nie potrafiła wbić się w rytm egzystencjalnym swoich rówieśników. Śniła tylko i marzyła na uboczu, co w końcu stało się jej nerwicą maniakalną- śnienie. Przeglądała dziesiątki książek i gazetek, wyobrażając sobie, że to ona jest tą piękną bohaterką owej powieści i ma tak wspaniałego chłopaka albo, że posiada zestaw gier z gazetki promocyjnej Auchana. I wszystkie inne rzeczy i sprawy również sobie imaginowała. Było to tak silne, że aż przyjemne, oderwanie. Ludzi zrozumiała dopiero w trakcie szkoły średniej, kiedy to dostała na prezent Internet. Wtedy też spotykała się ze starszymi mężczyznami i zrozumiała, że ludzie są bardzo prości. Każdy człowiek, ma określone cechy i idzie je przyporządkować do danej ramki i co najważniejsze wyczuć. Kiedy zrozumiała, że ludzie są nudni i źli, zaczęła znikać w tym co robiła kiedyś, tak naprawdę w zupełnie niczym. Bo przecież ona sama była nikim. Tym czymś była sztuka...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz