środa, 27 czerwca 2018

Wpis 27 czerwiec 2018 godz. 20:15


Kochany Pamiętniczku ;)

Jakże dawno nie pisałam...

Będąc młodsza zapisywałam swoje przemyślenia i uczucia w mnóstwo zeszytów czy też notatników elektronicznych. Z zeszytów nie zostało mi nic, już raczej ich niestety nie odzyskam, a te komputerowe zapisy albo się w połowie usunęły albo są gdzieś do przeczytania, ale chyba wolałabym inaczej...chciałabym zostawić po sobie trochę większy ślad. Tu w Internecie będzie to nieco bardziej możliwe. Jestem tylko i aż małym pyłkiem tego Wszechświata i nawet jeśli nikt tego nie przeczyta (bo po co?), będę miała choć miłą iluzję trwania...Ostatnie kilka lat praktycznie nie pisałam pamiętnika. Przez ten czas najprawdopodobniej intesywnie uczyłam się życia. Tego życia, którego wcześniej nie było dane mi poznać. Życia typowo matrixowego, systemowego, społecznego. Jego przecież też musiałam się w końcu nauczyć. Przez te lata wydarzyło się naprawdę dużo i ciężko byłoby mi to dokładnie opisywać. Toksyczne miłości i związki, mnóstwo doświadczeń, podróży, mieszkanie bez rodziny, w końcu wyjazdy do Czech do pracy. Wszystko spowite dość silną depresją i powolnym powrotem do stanu czystego szczęścia. Porównując z tym co dziś czuje ze starych wpisów i starych przeżyć, to dziś jestem zupełnie inną osobą, choć nadal taką samą. Zupełnie inaczej interpretuje rzeczywistość, mam zupełnie inne podejście do wszystkiego. To właśnie pozwoliło mi wyjść z depresji i osiągnąć pełnię szczęścia. Wszystko co było negatywne musiało się wydarzyć, dokładnie dlatego bym mogła nauczyć się być naprawdę szczęśliwa. I moje szczęście nie jest zależne od posiadania związku, od posiadania czegokolwiek materialnego, od opinii innych ludzi... Dużo przez ten czas medytowałam i przeprowadzałam autohipnozy... Coraz mniej mi jest potrzebne...wystarczy trochę jedzenia, jakiś dach nad głową, kontkat z naturą i duchowością, dobroć dla blizniego i obojętność na iluzje w ludzkich głowach. Wszystko inne odpłynęło bo i ja zaczęłam nie zwracać na to jakiejkolwiek uwagi. Potrafię odganiać wszelkie negatywy, które przychodzą mi do głowy. Jeśli tylko się pojawiają, to automatycznie pojawia się sarkazam i wyższe wyjebanie. Czasem tylko się pośmieję z tego jak poważnie ludzie podchodzą do swojego ego, zaszczytów, "sukcesów", materializmu, systemu, religii, tradycji i ogólnie pamujących zasad oraz stereotypów i ogólnie tego świata. W końcu całkowicie przepracowałam to, że potrzebuję tylko samej siebie by być szczęśliwą niezależnie od sytuacji i wszystko się po prostu jakoś układa. Że tylko ja jestem w stanie się sobą odpowiednio zaopiekować i nie zrobi tego nikt inny. Bo nikt nie jest mną, a ja kimkolwiek innym. Dlatego. Obecnie mieszkam w Czechach, zarabiam całkiem dobrze (na pewno lepiej niż w Polsce), podziwiam wspaniałą naturę i poznałam niesamowitego faceta. Trochę tęsknię za Polską, ale nie miałabym perspektyw na życie dobrej jakości. Nie, nie zależy mi na tym jakoś bardzo. Ale jeśli mogę mieć lepszą jakość to czemu jej nie mieć? Nie żyje w pałacu z dzikim ogrodem...na razie odkładam pieniądze... najpewniej do 30stki pobujam się po świecie za pracą, a potem ustabilizuję i zacznę pełną parą podróżować...jeśli dożyję. Studia nic mi nie dały poza jakąś wiedzą i mało płatnym zawodem, ale nie żałuję tego czasu, był piękny i ekscytujący, nawet jeśli spowity smutkiem. Co do mężczyzny to dziwne...ale jest on zupełnie inny od tych, których kiedykolwiek w życiu poznałam np. lubi poezję i nie ma wygórowanych dziwacznych oczekiwań wobec kobiet jak większość ;) Dokładnie mamy taki sam typ osobowości i jest mi z nim tak dobrze jak z nikim innym, ale to też może dlatego, że mi samej ze sobą jest dobrze i niczego staram się od niego nie oczekiwać. Nie wiadomo czy to życie, które mam obecnie nagle nie padnie, nie obróci się w pył...ten świat daje nam niespodzianki i nieoczekiwane zwroty akcji. Dlatego też nie przyzwyczajam się w ogóle do tego co jest obecnie, po prostu cieszę się z każdego dnia, z każdego posiłku, każdego pocałunku, z każdego dnia pracy i codziennego relaksu. Zwracam też mniejszą uwagę na wygląd, akceptuje siebie całkowicie i zaczynam powoli uwielbiać siebie w naturalnej wersji. Coraz częściej chodzę bez makijażu, ubieram się jak chce- najczęściej na sportowo, mam zamiar za niedługo wrócić do naturalnego koloru włosów, bo już mam dosyć farbowania z różnych względów. Czuję się z tym niesamowicie świetnie i wolnościowo. Zaczęłam palić trochę papierosów, ale na coś trzeba umrzeć :P Może uda mi się kiedyś rzucić. 
Zawsze chciałam pomagać ludziom, tworzyłam filmy na YouTube, rozmawiałam z ludzmi na temat systemu, udostępniałam gdzieś jakąś wiedzę. Ale już mi sie nie chce tak jak kiedyś, gdyż zauważyłam, że ludzie i tak zrobią swoje. Można uświadamiać, ale ja i nikt na tym świecie nie jest wybawcą ludzkości, może uda mi się pomóc kilku ludziom, lecz nie pomogę milionom, tak jakbym tego pragnęła. A ja, tak jak wspominałam jestem małym pyłkiem tegoż całego Wszechświata, jedną cząstką większości, która po prostu chce zwyczajnie i szczęśliwie żyć, bez większych ekscesów, bo nie są one w żadnym stopniu potrzebne i nawet jakbym mogła zapisać się na kartach historii jako muzykant, poeta, pisarz, działacz społeczny dotarałbym do małej liczby ludzi (nawet jeśli byłyby to miliony), a moja dzialaność za kilkaset lat zostałaby całkowicie pogrzebana. 
Dobrze myślę, że wystarczy. Kończę i do następnego. Ahoj :)