poniedziałek, 30 listopada 2015
poniedziałek, 23 listopada 2015
Ostatnio KTOŚ
Ostatnio ktoś (nieważne kto) tak zrąbał mi psyche, że naszła mnie niesamowita wena na pisanie.
Kiedy jest się szczęśliwym tematy się wyczerpują, zapał i pasja zanikają. Kiedy jest się smutnym, a nawet zrozpaczonym to sztuka tworzy się sama. Jeśli nie piszesz lub nie jesteś gwiazdą rocka to Twoją sztuką jest życie.
Jest wtedy niezmiernie piękne i przejrzyste. Ostatnio nie miałam weny żadnej, przez tak długi czas czułam błogie szczęście. Czasem miło się posmucić. Kiedyś nawet to uwielbiałam. Słuchałam nadto muzyki gotyckiej czy depresyjnego metalu. Doszłam do wniosku- zresztą już dawno- że wszystko jest nam potrzebne. Więc nie marnuj czasu: biegaj, skacz i tańcz, rób co lubisz i co chcesz (nawet jeśli jest to wkurzanie innych ludzi), nie zastanawiaj się czy inni Cię lubią, to Ty masz wybierać czy lubisz kogoś z nich, bądź sobą, nie żyj czyimś wyobrażeniem Ciebie, bo na starość będziesz żałować itd. To wiadomo.
Przyjmuj zło (cokolwiek dla Ciebie znaczy), bo jest ono w tym Wszechświecie tak samo jak to kim jesteś i co lubisz. Wszystko Cię wówczas rozwinie do granic.
Kiedy jest się szczęśliwym tematy się wyczerpują, zapał i pasja zanikają. Kiedy jest się smutnym, a nawet zrozpaczonym to sztuka tworzy się sama. Jeśli nie piszesz lub nie jesteś gwiazdą rocka to Twoją sztuką jest życie.
Jest wtedy niezmiernie piękne i przejrzyste. Ostatnio nie miałam weny żadnej, przez tak długi czas czułam błogie szczęście. Czasem miło się posmucić. Kiedyś nawet to uwielbiałam. Słuchałam nadto muzyki gotyckiej czy depresyjnego metalu. Doszłam do wniosku- zresztą już dawno- że wszystko jest nam potrzebne. Więc nie marnuj czasu: biegaj, skacz i tańcz, rób co lubisz i co chcesz (nawet jeśli jest to wkurzanie innych ludzi), nie zastanawiaj się czy inni Cię lubią, to Ty masz wybierać czy lubisz kogoś z nich, bądź sobą, nie żyj czyimś wyobrażeniem Ciebie, bo na starość będziesz żałować itd. To wiadomo.
Przyjmuj zło (cokolwiek dla Ciebie znaczy), bo jest ono w tym Wszechświecie tak samo jak to kim jesteś i co lubisz. Wszystko Cię wówczas rozwinie do granic.
środa, 4 listopada 2015
Brak nihilizmu?
Spierdalajcie wy wszyscy jebani idealiści i niezależni kierownicy własnego losu nadawanego wam przez fale transmisyjne i teledyski! I wy, którzy myślicie, że wszystko jest niczym, niczego nie ma, że rzeczywistość to NIC.
Ostatnio poczułam, że ja! Taki mały dziubasek, niewiele znaczący, jest bardziej rzeczywisty niż wam się wydaje.
W poniedziałek wieczorem czułam, że umieram. Złapałam potwornego wirusa, który w szybkim tempie zaczął się namnażać. Najpierw czułam się coraz bardziej słabo, aż padłam na łóżko. Dostałam ciężkiego bólu głowy i ogromnej prawie 40stopniowej gorączki. Byłam gorąca jak piecyk. Z relacji wynika, że majaczyłam. Pamiętam, że miałam wiele strasznych wizji, które mimo wszystko mnie śmieszyły. Bałam się, a jednocześnie byłam szczęśliwa, w czasie gdy moje białko szykowało się powoli do ścinania. Gdybym była sama w domu, nie byłabym w stanie sobie pomóc. Na szczęście w domu był mój Ukochany, który co chwila coś mi podawał- zioła, nalewki, leki, okłady...po trzech godzinach gorączka spadła. Co dziwne, w czasie gdy próbował ze mną złapać kontakt, robiłam sobie żarty, przekomarzałam się, ledwo co mówiąc. I szczerze? Trochę mnie to zdziwiło, że czasie gdy przebywałam w tym nadzwyczajnym stanie połączenia chorej świadomości z nieświadomą podświadomością, byłam szczęśliwa.
Ogólnie od kilku lat pracowałam ze sobą, żeby choć trochę zapomnieć o przeszłości, przyszłości i tym co nieważne...i udało się. Gdy umierałam, byłam szczęśliwa.
Konkluzja?
Poczułam maximum siebie, tego co osiągnęłam, poczułam sens niepoddawania się, jasną drogę, poczułam WSZYSTKO, a nie n.i.c Kochani :)
Ostatnio poczułam, że ja! Taki mały dziubasek, niewiele znaczący, jest bardziej rzeczywisty niż wam się wydaje.
W poniedziałek wieczorem czułam, że umieram. Złapałam potwornego wirusa, który w szybkim tempie zaczął się namnażać. Najpierw czułam się coraz bardziej słabo, aż padłam na łóżko. Dostałam ciężkiego bólu głowy i ogromnej prawie 40stopniowej gorączki. Byłam gorąca jak piecyk. Z relacji wynika, że majaczyłam. Pamiętam, że miałam wiele strasznych wizji, które mimo wszystko mnie śmieszyły. Bałam się, a jednocześnie byłam szczęśliwa, w czasie gdy moje białko szykowało się powoli do ścinania. Gdybym była sama w domu, nie byłabym w stanie sobie pomóc. Na szczęście w domu był mój Ukochany, który co chwila coś mi podawał- zioła, nalewki, leki, okłady...po trzech godzinach gorączka spadła. Co dziwne, w czasie gdy próbował ze mną złapać kontakt, robiłam sobie żarty, przekomarzałam się, ledwo co mówiąc. I szczerze? Trochę mnie to zdziwiło, że czasie gdy przebywałam w tym nadzwyczajnym stanie połączenia chorej świadomości z nieświadomą podświadomością, byłam szczęśliwa.
Ogólnie od kilku lat pracowałam ze sobą, żeby choć trochę zapomnieć o przeszłości, przyszłości i tym co nieważne...i udało się. Gdy umierałam, byłam szczęśliwa.
Konkluzja?
Poczułam maximum siebie, tego co osiągnęłam, poczułam sens niepoddawania się, jasną drogę, poczułam WSZYSTKO, a nie n.i.c Kochani :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
