Samotność to jedna z najpiękniejszych dróg w jakie może wybrać się człowiek. Jest ona jednak jednocześnie drogą najtrudniejszą, gdyż liczy się z oderwaniem od przyziemnej rzeczywistości. Dla mnie samotność to oderwanie się również, przynajmniej po jak największej części od działań typowo społecznych. Pozwala ona na stanięcie z boku i przyjrzenie się różnym perspektywom bez włączania i modyfikowania swoich głębokich uczuć. To dobre kiedy pragnie się poznać, zrozumieć mechanizmy panujące nad tym światem. Jak już mówiłam samotność jest trudna, człowiek ewolucyjnie był i jest istotą społeczną i stricte nie istnieje, jeśli nie znajduje się w tłumie. Ale samotność też jest ciszą- nie ciągłym wrzaskiem, przekrzykiwaniem się, wyższością- ogromną przenikliwą ciszą, skromną, która pozwala zapomnieć o czymkolwiek chcemy i nie przejmować się. Ale idzie to osiągnąć tylko poprzez dobre jej wykorzystanie. Oderwanie od drugiego człowieka wymaga wielu wyrzeczeń i nie jest łatwo na początku. Wpierw należy usunąć większość tych rzeczy, uczucia i myśli, które tylko wydają się nam potrzebne, a nie są. Może to być choćby myśl o tym mieć piękniejsze ciało, albo o tym by ogólnie coś posiadać, mogą to być myśli samobójcze, mogą to być toksyczni ludzie. Trzeba to wszystko usunąć, a pomaga w tym skupienie się na przeróżnych czynnościach, które nas wciągają, oczywiście, nie może to być wielogodzinne wpatrywanie się w monitor czy w telewizję, ale coś twórczego, coś co odkryje i zajmie naszą duszę i umysł na nowo i będzie oczyszczać dzięki swoim efektom od prostoty i nieświadomości zwykłego ludzkiego życia.
*Dziś dostałam dwa razy opierdol i szczerze nie czuję się z tym jakoś strasznie źle. Bardziej martwi mnie to jak zachowują się ludzie i dlaczego jest w nich tyle nienawiści, tej niszczącej nienawiści. Byłam dziś zerwać umowę o pracę, przy okazji wstąpiłam do mojego byłego bistro coś zjeść- byłam tak cholernie głodna, że miałam ochotę na kilogramy jakiekolwiek żarcia. Oczywiście zapłaciłam za jedzenie. Zaczęłam sobie nabierać i tak stwierdziłam, że mięso, które dostałam mogłabym podnieść by zmieściło się więcej sałatek. Zauważyła to koleżanka z pracy, która zaczęła nagle, jakby w furii wydzierać się na cały sklep na mnie. Zauważyła to złe słowo- ona po prostu stała i obserwowała co i jak nakładam, zamiast wziąć się do roboty. Powiedziała, że podnoszenie mięsa jest niedozwolone, że sałatki muszę wkładać na talerz, na którym leży mięso, że tak nie mogę, żebym przestała kantować i że jak pracownik tego bistro powinnam dawać przykład klientom plus, że jestem bardzo chamska. Po tym zawołała drugą dziewczynę, a ta stwierdziła, że "gdzieś zadzwoni". Szczerze, niby zabawna sytuacja, ale mnie to wytrąciło z równowagi zupełnie. Poza tym zmieszała mnie z błotem. Co najlepsze one nie wiedziały, że zerwałam umowę o pracę, byłam wtedy klientem, a nie pracownikiem i w sumie mogłam ja im namieszać w pracy, gdyż mogłam wezwać kierownika i powiedzieć, że bardzo niemiło owa ekspedientka się do mnie odnosiła. Wtedy nie pomyślałam by tak zrobić, ale myślę, że jeszcze rozwalę jej tę robotę. Nie wiem co do mnie ma ta dziewczyna. Od początku patrzyła się na mnie spode łba, w czasie pracy z nią nie było miło, kłóciła się ze mną o coś czego nie była mi w stanie udowodnić. Zemsta może nie będzie słodka, ale na pewno sprawiedliwa.
Drugi opierdol, ale ten już zasłużony dostałam od kierowcy autobusu. Zaczął mnie kojarzyć, że rzadko kupuję bilety i cóż teraz postaram się tego dopilnować. Może trochę wstyd na cały autobus i jakiś facet starszy chciał mi wcisnąć pieniądze w łapy, ale powiedziałam po prostu, że nie trzeba. Lecz moja buntownicza dusza mówi nadal, że warto robić swoje i myśleć swoje, pieprzyć biurokrację itd. Choć pewnie jak nadal będę tak robić to on coś ze mną zrobi, jakoś mnie ukaże. Lepiej kupować bilety i mieć spokój przynajmniej z kierowcami i kanarami. Ech wszędzie gdzie tylko sie ruszyć są jakieś zasady, a niektórzy ludzie są nimi tak zmanipulowani, że nie umieją bez nich żyć, a jak widzą, że ktoś ich nie przestrzega to są w stanie zabić. Albo po prostu ktoś chcę sie wyżyć emocjonalnie czy nie wiadomo jeszcze JAK.
Po tym wróciłam do domu w dość ciężkim stanie, ta dziewczyna odniosła się do mnie z taką nienawiścią, że czuję jakby mi wyżarła energię, dobrą energię, odzyskam ją dopiero kiedy zrobię jej na złość. Głupia suka.
Robię ludziom to co oni mnie, jeśli są dla mnie przyjaźni, ja odwdzięczam się dwa razy bardziej, podobnie jest z nienawiścią. To dość logiczne i ekonomiczne. Generalnie kocham ludzi i nie traktuję ich poważnie, ale czasem warto kogoś utemperować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz