Za oknem cudowna wiosna się budzi do życia. A ja wracam, wracam do dawnych stanów, choć wiem, że to głupie i irracjonalne, ale uderzył mnie, uderzył całkowicie ten świat, ten matrix, te absurdy, te ewolucyjne zapędy w ludziach, które nie mają litości ani miłości. Nie chcę by ktokolwiek na mnie patrzył, nie chcę podejmować żadnych interakcji z ludźmi, nie chcę od nich nic. Może jedynie utonąć w muzyce, bo w bagnie życia i patologii utonęłam już dawno. Czasami nagram jakiś podcast, jak będę miała potrzebę się wylać.
Ach...czemu kiedy pokazuję swoją wrażliwość i bunt przeciwko np. wyzyskowi to ludzie traktują mnie gorzej, chcą niszczyć, pokazują swoją dominację? Bo to pierdolony ewolucyjny dołek. I nie ważne kto to, czy rodzina, czy partnerzy czy znajomi z pracy czy skądkolwiek indziej. Ludzie kiedy wyczują czyjąś wrażliwość gdzieś już nawet wewnętrznie ją unicestwiają. Skoro więc jestem wrażliwą ofiarą, która chce tylko kochać bezgranicznie, otwarcie, szczerze i być dobra dla ludzi, to raczej powinna żyć sama. Zamknąć się gdzieś, żyć sama, bo tu po prostu nie pasuje. Oczywiście trzeba coś robić w życiu, ale jako cichociemna, małomówna, szara i niewidoczna.
Czasem sobie myślę...przeżyłam już tyle pięknych, ale i bolesnych lecz doświadczających chwil. Po co dalej się uganiać za ego, którego nie chcę, a mieć muszę? Męczy mnie noszenie masek, życie na siłę. I tyle...ale wiosnę, jesień, muzykę i poezję kocham nadal i niezmiennie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz