Nieważne.
Ostatnio osiągnęłam stan PRAWIE idealny. Przepraszam, że krzyczę. Stałam się oazą spokoju. Mniej rzeczy mnie irytuje, więcej rozumiem ludzi i ich zachowań. Rozumiem dlaczego oni mnie nie rozumieją. Są NIEŚWIADOMI. I im więcej staję się zrelaksowana życiem, tym bardziej oddalam się od siebie.
Robię głupie rzeczy, bo nie wiem jak żyć. Jak ma wyglądać życie. Nigdy nie wiedziałam.
Ludzie i ja są uwiezieni we własnych myślach, przekonaniach, schematach. Dlatego też chcę tego.
Chcę czuć to co oni i być taka. By wyrzygać to wszystko i na nowo zjeść. Karmić się duszami. By dowiedzieć się, że nasze ciała znaczą więcej niż kiedykolwiek uważałam. A są one przecież tylko pyłkiem Wszechświata.
Znów piszę mało zrozumiale. Ale to post o niezrozumieniu.
Nieporozumieniem jest to, że jestem na tej planecie. Bo tu nie pasuję. Raz chcę żyć tak jak ludzie i system nakazuje, a nawet muszę, a innym razem jestem roztrzepaną, chaotyczną istotą, piszącą wiersze i mającą w dupie poklask.
Cóż nie mam nic do stracenia.
Do następnego, przeżyję :)
Każdemu się kurwa wydaje, że ma już ułożone życie, bo coś tam. Gówno prawda. Nigdy nie będziemy mieli ułożonego życia. Nasze myśli ciągle ewoluują, zmieniają się na potęgę. Po prostu z tym płyńmy i za nic, NIC się nie obwiniajmy. Już nigdy. Nie zasługujemy na to.
Nie mówię, że mam borderline. Może tak być. Może tak nie być.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz