wtorek, 20 października 2015

Coraz mniej nihilizmu....

Ciężko jest mi zrozumieć czemu ludzie nie potrafią być szczęśliwi. To znaczy rozumiem to bardzo dobrze, ale jestem teraz niesamowicie szczęśliwa i ślepa na wszystko inne. Dziwne, że zdarzyło się to dopiero po 21 latach, a nie od razu. Może do tego trzeba dorosnąć, może trzeba trafić na pewne wartości i treści, a może da się jednak od razu?
Nie podam wam rad, bo potrafię pisać tylko chaotycznie. Nie umiałabym raczej, na tę chwilę napisać artykułu i np. 10 punktów, które należy spełnić. Zresztą wszędzie, gdzie się tam coś powpisuje do sieci to się znajdzie jak to być szczęśliwym. Ale to niestety nie wystarczy. Ja potrzebowałam czasu, potrzebowałam piekła i dobijania się, niskiej samooceny i czarnych myśli. Potrzebowałam depresyjnej muzyki i wierszy. Potrzebowałam by ktoś bliski mi zniknął, chorej jaźni, toksycznych związków i fałszywych przyjaciół. Sądzę, że inaczej nie nauczyłabym się być szczęśliwa.
Nieważne jakiej jesteś wiary, co przeszedłeś, czym się kierujesz...Ważne by mocno wierzyć w to, że kiedyś to beznamiętnie porzucisz i wtedy stanie się zupełnie coś nowego. Coś co wytrąci cię z równowagi całkowicie. I musisz to przyjąć. A potem zainteresować się światem i wysnuć wnioski, że jak najbardziej ma on sens i wszystko ma sens. A potem jeszcze zatańczyć i zapomnieć się w sobie. Zobaczyć, że zło i dobro istnieją na równi, odejmują się od siebie cały czas. Zaśpiewać pieśń dziękczynną dla każdego żywego i nieżywego, które są. Nie szukać powodów, nie oczekiwać. Kochać nieważne jak, za co i po co. Robić to za czym zawsze tęsknimy. I płakać ze wzruszenia nad pięknem. Bo wszystko jest pięknem i nic nie jest niczym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz