Kiedy zdajemy sobie sprawę z faktu, że gdzieś tam nie odpowiada nam system, w którym żyjemy, że ludzie wokół nas nie rozumieją i nie odnajdują nic poza tym co system wtłacza im do głów...kiedy sami gubimy się kim lub czym tak naprawdę jesteśmy-mam odpowiedź:
Jeśli nie jestem ciałem
a ni umysłem.
To kim jestem
kimże?
Dusza jest zbyt ogólna
zbyt niedostępna
bo tak szeroka.
Zamknięte cokolwiek
i kim jestem?
A dupa czymże jest?
Po co pytać...
przecie to też dusza
i jasne światła na drodze
muzyka
i lody podwórkowe.
Jestem robotem
wytworem GMO
powiedzieli tak kosmici
i to nie jest wiersz
choćbyście chcieli.
A tak na poważniej:
"Liczy się bycie, a nie czynienie! Ważne, ze JESTEM, a nie KIM JESTEM!" Ta jedna linijka tekstu zmieniła wszystko. Wcześniej gubiłam się, bo nie umiałam pokochać siebie, tym bardziej innych,chciałam uciec...Teraz wiem, że nie w mojej praktyce jest uczynić ten świat lepszym. Teraz wiem, że mogę mieć wyjebane na wszystkich i na wszystko. Wiem, że mogę być kimkolwiek, bez wielkich idei i sensów. Że nie zje mnie poczucie winy i smutek z powodu smutku innych. Smutek i zło są potrzebne, rozstania są potrzebne, prymitywne ludzkie popędy są potrzebne, cierpienia są. A co jest z tego najpiękniejsze?
Że istniejemy. I że mimo "zła" dobro czynić chcemy- ktoś z nas na pewno. Czyż to nie wspaniałe? Czyż to nie wystarczy? Czy to właśnie nie jest miłość? Robienie czegoś dobrego nie na siłę?
Wszechświat jest tak ogromny w obliczu naszych błahych problemów i spraw.
Ważne są nasze ciała, materia, nasz egoizm jest szalenie istotny. I dusza, dupa, filozofie i myślenie również!
Ale nic więcej ważne nie jest.
Wiem, wiem ten wpis wygląda okropnie i mało można z niego zrozumieć. Ale jeśli się poczuje to o czym tu jest, to nic, zwyczajnie :) Strasznie desperacko, mało i dużo na temat. Z żadnej strony donikąd- mało poetycka paplanina.
„I chyba na tym polega największa „perwersja” Boga, o ile można to tak nazwać. Że kocha w nas wszystkie te brudy i niedoskonałości, za które my sami siebie nienawidzimy, bo nie potrafimy ich zmienić ani wymazać, i za które gardzi nami drugi człowiek. Bo to nie dobro w nas potrzebuje Jego miłości, ale nasze wewnętrzne piekła. To one najgłośniej Go wołają i to im odpowiada Bóg, jako, że są dla Niego przestrzenią, w której może pokazać swoją ogromną miłość do człowieka. Tego niestety nie da nam drugi człowiek, równie niedoskonały jak my, który kierując się swoim ego, będzie kochał w nas przede wszystkim cechy, które odpowiadają jego projekcjom. Do miłości doskonałej i zbawczej zdolny jest tylko Absolut (...) tylko On wie, jacy naprawdę jesteśmy w środku, potrafi zajrzeć głęboko w naszą duszę i dać jej to, czego potrzebuje.”
Choć zdarzają się wyjątki tu na Ziemi ;D
Miłość boska jest wszechobecna, wystarczy się uśmiechnąć, ujrzeć boga w innym człowieku czy we zwierzu...i wtedy już nic więcej nie oczekujesz. Oczekiwanie zresztą same w sobie jest skazane na porażkę. Do kiedyś!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz