piątek, 21 sierpnia 2015

Nie podobają mi się piękne kobiety

Ot, ideałem piękna jest dla mnie młoda Chylińska. Spore przerwy w zębach,zero makijażu, biżuterii, wymalowanych paznokci, wyprofilowanej twarzy. Zbyt duża męska koszulka, glany i obwisłe portki. Za to maksymalny poziom osobowości, niezależności, oryginalności, mocny głos- to są dla mnie prawdziwe cechy kobiecości, ukrytej energii seksualnej.
Oj kiedyś też taka byłam i marzę by wrócić do tych czasów. Udaję, że lubię się malować i "ładnie" ubierać. Pragnę rozkrzyczanych piosenek, spacerów w ciężkich butach i słuchawek na uszach, aż do bólu. I to cudowne uczucie, że jestem inna, a nie taka jak inni. I co mnie obchodziły wtedy te kobiece gierki: jak zdobyć faceta lub czy się komuś podobam! W głębokim poważaniu miałam zdanie innych pod względem mojego wyglądu, towarzysko byłam fatalna- nie lubiłam pić, palić, omijałam imprezy.
Miałam może ze trzech przyjaciół i żadnych znajomych. Były to zarazem najbardziej szczere, ludzkie i pokręcone osoby jakie poznałam. Byłam też bardzo samotna. Zbyt dużo myślałam o świecie i się dobijałam, że ludzie nie są tacy jak ja. I że faceci wolą te ideały kobiet, których kanony widzą w mediach, i że inne kobiety się na to łapią, starają się upodobnić i nie myślą o niczym innym, nie są do końca sobą lub wcale. Przecież to istna katorga- te ćwiczenia na płaski brzuch, kompleksy i stanie w kiblu by się jakoś zrobić na britney czy inną, zamiast zrobić coś uduchowionego. Zbyt dużo czasu spędzałam ze sobą, na muzyce, Norwidzie i Annie Rice. A związki były nieudane bo myślałam, że czysta miłość wystarczy...a z resztą już nie muszę się starać.
Niestety musiałam to przerwać. Byłam zbytnią idealistką. Wpadałam w liczne depresje, kochane depresje. Dawały mi sporo weny. Lubiłam i nienawidziłam jednocześnie być brzydka i ciągle nieuśmiechnięta, zbyt melancholiczna i buntownicza. Z czasem zrozumiałam, że muszę ubrać maskę by jakoś funkcjonować jako osoba dorosła. Matrix, och kochany matrix. Zmusił mnie do bycia zależną, pustą z zewnątrz. Ludzie lubią tych podobnych do siebie, bardziej im ufają. Trochę więc ucichłam, już nie wykrzykuję tylu wyjętych z mózgu teorii i prawd, włożyłam biżuterię, maluję czasem paznokcie i interesuję się makijażem, lubię podobać się mężczyznom (śmieszy mnie często gdy wkładam bluzki z dekoltem). Czuję się bardziej szanowana społecznie, ludzie bardziej mnie lubią, bardziej mi ufają, jakoś bardziej lubię siebie...To nie jest taka zła zmiana. Teraz tylko w określonych, osobistych sytuacjach jestem naprawdę sobą, tą brudną laską, w męskiej koszulce. I wtedy jestem jeszcze bardziej szczęśliwa niż podczas samego, młodzieńczego buntu. Lubię to uczucie gdy tak ciulam  życie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz