środa, 20 listopada 2013
Będąc dziś na praktykach w Tychach w szkole specjalnej nic nie uderzyło mnie tak bardzo jak to, że jest tak wielu ludzi upośledzonych lub/i niepełnosprawnych. Uderzył mnie też fakt, że tak musi być, że to nie jest zrządzenie boże, taka to jest genetyka i takie są czasem niedopilnowania rodziców (szczególnie matek w ciąży, które palą, piją, a nawet biorą narkotyki). Uderzyło mnie to w taki sposób, że zdałam sobie sprawę, iż nie da się usunąć cierpienia, że ono ciągle jest z każdej strony, nieśmiertelne i jest ono nieodłączną częścią życia. Jedynym lekiem na cierpienie jest przyjmowanie go z optymizmem i radością. Chyba na tym polega życie- bo jak widzę takie osoby, chociażby tego chłopca na wózku, który był także niewidomy i nie mówił, to wiem, że one też mają okazję tu na świecie mieć wsparcie, opiekę i dobre słowo czasem coś mogłoby sprawić uśmiech na ich twarzach. Chociaż i aż tyle...wdzięczność obojga- tego, który zna takie dziecko i samego dziecka.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz