wtorek, 10 kwietnia 2018

Proza życia i nauka na błędach...

Od najmłodszych lat miałam takie głębokie poczucie, by nigdy nie robić nikomu krzywdy, być totalnie szczerą, otwartą, życzliwą, niesamowicie wrażliwą, empatyczną, pomocną nawet na niewielkie skinienia. Miałam tak dużo bezinteresownego dobra i wszechogarniającej miłości dla wszystkich ludzi. Nigdy nie szukałam zwady, powodów do zazdrości czy zrobienia komuś na złość. Wręcz odwrotnie. I nic materialnego, ani pożytecznego za to nie chciałam od ludzi. Po prostu pragnęłam z nimi żyć jak człowiek z człowiekiem, z szacunkiem i zrozumieniem. Dawać im swoją miłość, a szczególnie mężczyznom, z którymi planowałam przyszłość. Przez lata takiego działania, a było to działanie na oślep i razem z uczuciami nie patrząc na racjonalizm, nauczyłam się, że taka postawa daje mi tylko mocne oraz bolesne wyruchanie w dupę przez jakichkolwiek bym nie poznała ludzi, od rodziny, znajomych, po zupełnie przypadkowe osoby. Taka postawa jest przewspaniała i uważam, że tylko taka powinna istnieć, by powstał nowy świat nieskończonego dobra, życzliwości, miłości, harmonii, równości, tolerancji, szczęścia i radości wszystkich bez wyjątku, by każdy był dla siebie czystą miłością, bez tych negatywnych uczuć naszego ego i bez chorych gier naszych egotycznych umysłów. Ale tak nie jest. Po prostu...jest zupełnie na odwrót. Przez lata poznawania coraz to nowszych ludzi i tkwienia w rodzinie...wiem... Ludzie tylko czekają na taką osobę jak ja, robią sobie ze mnie ofiarę i sługę przez prawie 23 lata. Tyle. Trzeba być takim jak oni: manipulować świadomie czy nieświadomie, patrzeć materialnie na innych, patrzeć na użyteczność innych dla siebie, patrzeć na swój własny zad i chronić w razie niebezpieczeństwa tylko swój zad, głębokie uczucia schować do kieszeni, rozmawiać tylko o sprawach prozaicznych, słodko kłamać i trzymać ich na dystans, a nawet bywać niedostępną (co się bardzo opłaca bo ludzie zaczynają się nami interesować). Zresztą jakiekolwiek uczucia to bzdura. Teraz już wiem, że uczucia tylko przeszkadzają w życiu i ograniczają umysł.
Cóż czy naprawdę chcę być jak inni? Staram się mimo wszystko być sobą, ale już tylko dla nielicznych, takich ludzi można policzyć na palcach jednej ręki. Mimo tego i tak wiem, że Ci nieliczni też mogą mnie wyruchać jeszcze głębiej i boleśniej. Po prostu potajemnie wyśmiać, wykorzystać na jakiejś płaszczyźnie i zostawić jak burą sukę lub narobić kłopotów. Dla tych co nie robią mi problemów i są mi dosyć obojętni, jestem po prostu powierzchnie miła. To wszystko.

A co robię z uczuciami i wewnętrzną masą miłości? Przelewam je na teksty, nagrania i naturę oraz sztukę.
A tak poza tym jest wiosna. Przewspaniała. Zawsze wieczna i dobra. Pełna słońca i świeżości. Ona daje mi radość w mej samotni. Spacery po czeskich dolinkach i górkach, bieganie przy czeskich stawach przy cholernie melodyjnym świergocie ptaków...Samotność może nie być samotna i właściwie nie jest. Dobrze pożytkuje ją na cieszenie się z małych prostych rzeczy. Dobrego posiłku, kolejnego odcinku serialu, gorącego prysznica, nowo poznanej piosenki.
Byle to życie minęło...
!!!EDIT!!! Zapomniałam napisać o prawie lustra. O tym, że NIBY przyciągamy do siebie ludzi według tego co chowamy w sobie, w swoich myślach, w swojej podświadomości. W takim też razie przecież każdy z nas przyciąga takich ludzi. Gdziekolwiek jesteśmy spotykamy różnych ludzi. Czasem bardziej czasem mniej milszych. Jedyne co to inaczej na nie reagujemy. Każdy z nas nie ma klarownej, zupełnie anielskiej psychiki. Każdy ma jakieś bolesne przeżycia, choćby z dzieciństwa, zaszyte w podświadomości, które zostają tam do końca życia. A ludzie są jacy, są...są zwierzętami, ze szczątkiem duszy. Rzadko spotykałam ludzi, z którymi mogłabym być zupełnie sobą i zwykle Ci ludzie byli ze mną przez chwile, a potem szli swoją, własną drogą, sami obawiając się wszechobecnej toksyny...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz